Źle się dzieje w F1

Ostatnio modyfikowany 3 tygodnie temu przez Marcin Błażejowski.

W miniony weekend mieliśmy koniec europejskiej część sezonu F1 wyścigiem na torze Monza. I tym razem – już po raz piąty z rzędu – wygrał Max Verstappen. Oczywiście – od strony sportowej nie można tutaj niczego zarzucić, gdyż jechał bezbłędny wyścig. Zespół Ferrari także nie popełnił błędów i Charles Leclerc dojechał drugi. Z tego wszystkiego można się cieszyć. Ale…

Sędziowanie

Czy naprawdę sędziowie muszą – swoimi powolnymi działaniami – niszczyć widowisko? Czy faktycznie potrzeba aż 3(!) okrążeń, aby zdecydować w oczywistej sytuacji o wypuszczeniu samochodu bezpieczeństwa? I czy nie da się tego zrobić tak, aby nie wprowadzać dodatkowego zamieszania?

Wydawać by się mogło, że wydarzenia z ostatniego wyścigu sezonu 2021 były wystarczająco złym doświadczeniem i że FIA uporała się z zasadami neutralizacji. Co jednak z tego, że sędziowie już wiedzą, kiedy pozwolić maruderom na odzyskanie straconego okrążenia, skoro sprawiają wrażenie że w ogóle nie wiedzą po co jest samochód bezpieczeństwa? Rezultat tego jest bardzo zły: wyścig zakończony za samochodem bezpieczeństwa, siedem okrążeń straconych i brak możliwości kontrataku dla kierowcy Ferrari. A przecież mogliśmy być świadkami walki do samej mety. Kolejna kompromitacja sędziów.

Regulacje techniczne

Jak wiemy od tego sezony zmieniło się wiele w konstrukcjach samochodów. Pytanie jednak: po co zostało to zrobione? Przecież po wielu latach dominacji Mercedesa wreszcie inne zespoły dogoniły dominatora i mieliśmy realną walkę na torze? A w tym roku? Najpierw dominacja Ferrari, potem płacze Mercedesa nad regulaminem i zmiana przepisów w trakcie sezonu. Efekt: Red Bull Racing nie ma konkurencji, a Max Verstappen za chwilę zostanie mistrzem. I czy to jest naprawdę to, o co nam chodzi? Chcemy kolejnej dominacji?

Życzę sobie i wszystkim, aby za rok inne zespoły dogoniły RBR, jednak boję się, że w wyniku ograniczeń finansowych i przewagi, jaką Red Bull ma tym roku, to się nie sprawdzi. Czeka więc na pewnie kolejny, nudny sezon, w którym emocje będą dotyczyć nie tego, kto wygra, ale czy ktoś rozdzieli na mecie kierowców RBR.